Czego obrazy Marka Rothki mogą nauczyć nas o projektowaniu wnętrz
Wystawa „Rothko a Firenze” w Palazzo Strozzi obejmuje ponad 70 prac pochodzących z różnych okresów twórczości Marka Rothki. Nie jest to jednak wyłącznie prezentacja dorobku jednego z najważniejszych artystów XX wieku. Wystawa została pomyślana jako spotkanie malarstwa z architekturą Florencji oraz pytanie o to, w jaki sposób kolor może zmieniać nasze odczuwanie przestrzeni.
Cztery fotografie, które pokazuję w tym artykule, zostały zrobione podczas zwiedzania wystawy. Nie próbuję na ich podstawie tworzyć recenzji ani interpretować twórczości Rothki z pozycji krytyka sztuki. Interesuje mnie coś bliższego tematyce eco-design.blog: czego te obrazy mogą nauczyć nas o kolorze, powierzchni i projektowaniu wnętrz?
Więcej niż kolorowe prostokąty
Obrazy Rothki znamy przede wszystkim z reprodukcji. Na ekranie lub w albumie mogą wydawać się prostymi kompozycjami złożonymi z kilku dużych pól koloru. Dopiero bezpośrednie spotkanie z płótnem pokazuje, jak bardzo takie wrażenie jest niepełne.
Granice barw nie są równe ani szczelnie zamknięte. Jedne warstwy prześwitują przez drugie, miejscami pozostają widoczne ślady pędzla i zmiany nasycenia. Kolor nie tworzy gładkiej, jednolitej powierzchni. Ma głębię, reaguje na światło i zmienia się w zależności od odległości, z której patrzymy. Wymaga ono podobnej uważności, o której pisałem we wprowadzeniu do Atlasu wzorców — nie wystarczy patrzeć, aby naprawdę zobaczyć strukturę.
Po chwili przestajemy widzieć jedynie płaskie prostokąty. Niektóre pola zbliżają się do obserwatora, inne wydają się cofać, a pomiędzy nimi powstaje trudna do zmierzenia przestrzeń.
To doświadczenie pokazuje różnicę pomiędzy wyborem koloru a projektowaniem kolorem.

Kolor jako element architektury
W projektowaniu wnętrz kolor często pojawia się pod koniec procesu. Najpierw ustalamy układ pomieszczenia, wybieramy wyposażenie i materiały, a następnie zastanawiamy się, jaki odcień zastosować na ścianach. Barwa zostaje potraktowana jako warstwa nałożona na gotową już przestrzeń.
Obrazy Rothki podpowiadają inne spojrzenie. Kolor może wpływać na wnętrze równie mocno jak proporcje, światło czy rozmieszczenie elementów.
Ciepłe pomarańcze, czerwienie i żółcie wydają się przybliżać powierzchnię. Chłodny błękit może tworzyć wrażenie odległości, natomiast duże szaroniebieskie pole uspokaja wzrok i ogranicza liczbę bodźców. W kompozycji zestawiającej zieleń, pomarańcz i błękit stosunkowo wąski pas ciepłego koloru wystarcza, aby rozdzielić dwie duże płaszczyzny i nadać całemu układowi głębię.
We wnętrzu kolor może w podobny sposób skracać albo wydłużać perspektywę, zaznaczać przejście pomiędzy strefami, przybliżać ścianę lub sprawiać, że jej granica stanie się mniej wyraźna. Nie jest wtedy dekoracją, lecz częścią architektury.

Kolor zależy od powierzchni
Szczególnie interesująca jest niejednorodność malarskich powierzchni. Kolor nie został nałożony w sposób przemysłowo idealny. Widać różnice tonu, ślady kolejnych warstw oraz miejsca, w których barwa staje się bardziej lub mniej intensywna. Dzięki temu płótno reaguje na światło i nie pozostaje optycznie płaskie.
Podobne zjawisko obserwujemy w materiałach naturalnych. Na tapecie z sizalu, trawy morskiej, korka, bambusa czy papieru kolor nigdy nie jest całkowicie jednolity. Włókna mają własną strukturę i nie odbijają światła w identyczny sposób. Powierzchnia wygląda inaczej rano, inaczej w świetle sztucznym i jeszcze inaczej, kiedy oglądamy ją z bliska. Ten mechanizm szczególnie wyraźnie pokazują tapety naturalne, które w świetle dnia zmieniają ton
Naturalna nieregularność bywa traktowana jako odstępstwo od wzorca. Tymczasem to właśnie ona może nadawać wnętrzu głębię i sprawiać, że duża powierzchnia pozostaje interesująca bez dodatkowych dekoracji.
Kolor nie istnieje więc niezależnie od materiału. Ten sam odcień zastosowany na gładkiej ścianie, tynku mineralnym, drewnie lub włóknistej tapecie za każdym razem stworzy inny efekt.

Nie wszystko musi do siebie pasować
Jedna z fotografowanych kompozycji łączy ciemną szarość, fiolet, jasne pasma, czerwień i zieleń. Nie jest to paleta, którą intuicyjnie nazwalibyśmy harmonijną. Mimo to kolory pozostają w wyraźnej równowadze, ponieważ każdy otrzymał odpowiednią skalę i miejsce.
We współczesnych wnętrzach często dążymy do pełnej zgodności odcieni. Wybieramy kolory podobne temperaturą i nasyceniem, obawiając się, że kontrast zaburzy spokój aranżacji. W rezultacie może jednak powstać przestrzeń poprawna, lecz pozbawiona napięcia.
Rothko pokazuje, że równowaga nie zawsze oznacza podobieństwo. Może wynikać z kontrolowanego kontrastu oraz właściwych proporcji. Intensywna barwa nie musi zajmować całej ściany. Czasami niewielka płaszczyzna, wnęka albo pas koloru wystarczą, aby uporządkować większą kompozycję i zmienić sposób postrzegania sąsiadujących materiałów.
Od modnego odcienia do atmosfery
Każdego roku poznajemy kolejne kolory sezonu. Trafiają do prognoz, katalogów, kolekcji mebli i gotowych palet wnętrzarskich. Sam fakt uznania danego odcienia za modny nie sprawi jednak, że powstanie dobra przestrzeń.
Znacznie ciekawszym kierunkiem jest odejście od koloru traktowanego jak szybko wymienialny dodatek i powrót do jego relacji ze światłem, materiałem oraz architekturą. Nie wystarczy zapytać, jaki kolor ma ściana. Warto również sprawdzić, czy jej powierzchnia pochłania światło, czy je rozprasza, jak wygląda z różnych stron i jak wpływa na proporcje całego pomieszczenia.
W tym podejściu nie chodzi o kopiowanie obrazów Rothki i malowanie na ścianach wielkich prostokątów. Inspiracją nie jest charakterystyczny układ kompozycji, lecz sposób myślenia: niewielka liczba świadomie dobranych barw może stworzyć głębię, napięcie albo wyciszenie bez wprowadzania kolejnych przedmiotów.
Terytorium koloru
Wystawa „Rothko a Firenze” została przygotowana w dialogu z architekturą i artystycznym dziedzictwem Florencji. Jej główna część znajduje się w Palazzo Strozzi, a specjalne prezentacje przygotowano również w Museo di San Marco oraz Biblioteca Medicea Laurenziana. To nieprzypadkowe otoczenie dla malarstwa, w którym kolor staje się sposobem budowania przestrzeni.
Obrazy obejrzane we Florencji nie podsunęły mi gotowej palety do zastosowania we wnętrzu. Zwróciły uwagę na coś bardziej trwałego: kolor nie zawsze wypełnia przestrzeń zaprojektowaną wcześniej za pomocą ścian, mebli i przedmiotów. Może sam określać odległość, wydobywać strukturę materiału, zatrzymywać światło i budować atmosferę.
Być może więc, zanim wybierzemy kolejny modny odcień, warto zadać inne pytanie: nie tylko jak ten kolor wygląda, ale co zrobi z przestrzenią.