Wystawa „Animacies” w Kunst Merano Arte podejmuje ważne zagadnienia: sprawczość materii, kolonialne dziedzictwo, migracje oraz relacje między Europą i Azją. Problem w tym, że bez kuratorskiego wprowadzenia większość tych znaczeń pozostaje niewidoczna. Czy wystawa może wymagać od odbiorcy znajomości teorii, której nie potrafi mu przybliżyć?
Obietnica złożona przed wejściem
Na wystawę „Animacies” szedłem z dużym zainteresowaniem. Jej koncepcja wydawała się wyjątkowo bliska tematom podejmowanym na eco-design.blog: znaczeniu materiałów, ich pochodzeniu, kulturowej pamięci oraz wpływowi, jaki wywierają na człowieka i jego otoczenie.
Tytuł odwołuje się do pojęcia animacy, rozwiniętego przez amerykańską badaczkę Mel Y. Chen. Trudno przełożyć je na język polski jednym słowem. Oznacza ono zdolność działania, żywotność i sprawczość, które można przypisywać nie tylko ludziom i zwierzętom, lecz także przedmiotom, roślinom oraz materiałom. Kuratorzy wystawy, Lucrezia Cippitelli i Simone Frangi, wykorzystują tę ideę do zakwestionowania prostego podziału na to, co żywe, i to, co nieożywione.
To dobry punkt wyjścia. Materiał nigdy nie jest całkowicie neutralny. Ma określone pochodzenie, sposób pozyskania i przetworzenia, uczestniczy w gospodarce, bywa nośnikiem pamięci, statusu albo przemocy. W przypadku naturalnych surowców jego historia często prowadzi daleko poza miejsce, w którym oglądamy gotowy przedmiot.
Problem pojawia się jednak wtedy, gdy przekraczamy próg wystawy.

Znaczenia, których nie widać
„Animacies” jest wystawą skromną. Zgromadzone prace zajmują stosunkowo niewiele miejsca, a ich wizualna obecność nie zawsze odpowiada rozbudowanej koncepcji kuratorskiej. Są wśród nich instalacje, fotografie, tkaniny, niewielkie rzeźby i realizacja ścienna. Bez dodatkowych informacji trudno jednak rozpoznać, co je łączy i dlaczego znalazły się obok siebie.
Worki używane do transportu cukru odnoszą się do historii indyjskich robotników deportowanych na Fidżi. Kudzu, azjatycka roślina sprowadzona na Zachód jako dekoracja, staje się opowieścią o migracji, stereotypach i odporności. Kompozycje z płatków tulipanów łączą historię Holandii z indonezyjskimi tkaninami ceremonialnymi. Murale dotyczące oleju palmowego przywołują kolonializm oraz społeczne i środowiskowe konsekwencje przemysłowych upraw.
Każdy z tych wątków może być interesujący. Nie wynika jednak bezpośrednio z kontaktu z dziełem. Pojawia się dopiero po przeczytaniu obszernego komentarza, poznaniu biografii artysty oraz zrozumieniu historycznego i politycznego kontekstu. Bez takiego przygotowania widz ogląda przedmioty pozbawione klucza do znaczeń, które przypisali im twórcy i kuratorzy.
Nie chodzi o to, aby sztuka była natychmiastowa, łatwa ani jednoznaczna. Dobre dzieło może pozostawić odbiorcę w niepewności, prowokować pytania i nie podawać gotowej odpowiedzi. Powinno jednak ustanowić jakąś relację: poprzez formę, materiał, skalę, kompozycję albo emocję. W przypadku „Animacies” zbyt często ta relacja zostaje zastąpiona przez teorię.

Wystawa czy komentarz do wystawy?
Dostępne publikacje prasowe przedstawiają „Animacies” pozytywnie, ale przede wszystkim dokładnie tłumaczą intencje kuratorów. Opisują kolonialne zależności, historie migracyjne i symbolikę poszczególnych materiałów. Rzadko oceniają natomiast samą ekspozycję: jej siłę wizualną, komunikatywność oraz doświadczenie osoby odwiedzającej ją bez wcześniejszego przygotowania.
To znamienne, ponieważ po przeczytaniu tych tekstów wystawa rzeczywiście staje się bardziej zrozumiała. Pojawia się jednak pytanie, czy publikacja prasowa nie wykonuje pracy, którą powinna wykonać sama ekspozycja.
Kunst Merano Arte organizuje oprowadzania i warsztaty. Z pewnością mogą one pomóc w odczytaniu prezentowanych prac. Nie każdy zwiedzający trafia jednak na wystawę w czasie oprowadzania. Instytucja znajdująca się przy jednej z głównych ulic turystycznego Merano powinna również uwzględnić odbiorcę, który wchodzi z ciekawości, nie zna książki Mel Y. Chen i nie uczestniczył w kuratorskim wprowadzeniu.
Taki widz nie musi rozumieć wszystkiego. Powinien jednak otrzymać możliwość wejścia w temat. W „Animacies” drzwi pozostają uchylone, ale klucz znajduje się w osobnym tekście.
Teoria nie zastąpi doświadczenia
We współczesnej sztuce coraz wyraźniej widać wystawy budowane od pojęcia do dzieła. Najpierw powstaje rozbudowana rama teoretyczna, a następnie umieszcza się w niej prace, które mają ilustrować poszczególne zagadnienia. Intencja zaczyna dominować nad formą, a język kuratorski staje się ważniejszy od doświadczenia odbiorcy.
To kierunek ryzykowny. Jeżeli sens dzieła istnieje przede wszystkim w opisie, można zapytać, czy oglądanie go jest jeszcze konieczne. Sztuka zostaje wówczas sprowadzona do przypisu do teorii, a wystawa zamienia się w przestrzennie rozłożony esej, z którego usunięto większość zdań.
„Animacies” nie jest wystawą pozbawioną wartości. Podejmuje potrzebne tematy i kieruje uwagę ku kulturom oraz doświadczeniom rzadziej obecnym w europejskim obiegu sztuki. Pokazuje również, że materia może być nośnikiem historii, zależności gospodarczych i pamięci. Są to zagadnienia ważne także dla współczesnego designu, szczególnie wtedy, gdy zaczynamy pytać nie tylko o wygląd materiału, lecz również o jego pochodzenie i konsekwencje stosowania.
Wartość koncepcji nie przesądza jednak o jakości wystawy. Dobra idea potrzebuje formy, która pozwoli widzowi ją odkryć, a nie wyłącznie tekstu, który poinformuje go, co powinien zobaczyć.
Prawo widza do niezrozumienia
Wobec sztuki współczesnej często zakłada się, że brak zrozumienia świadczy o niedostatecznym przygotowaniu odbiorcy. To wygodne odwrócenie odpowiedzialności. Widz ma prawo nie znać specjalistycznego języka i odległych kontekstów kulturowych. Ma również prawo oczekiwać, że wystawa pomoże mu wejść w przedstawiony świat.
Nie oznacza to żądania uproszczeń. Przystępność nie jest przeciwieństwem intelektualnej głębi, podobnie jak nieczytelność nie stanowi dowodu ambitnej treści. Najlepsze wystawy potrafią działać na kilku poziomach: przyciągają formą, uruchamiają emocje, a następnie zachęcają do pogłębienia wiedzy.
Po wyjściu z „Animacies” pozostałem z poczuciem, że przeczytałem zapowiedź interesującej rozmowy, która w salach wystawowych nie została w pełni przeprowadzona. Materia miała przemówić własnym głosem, ale bez kuratorskiego tłumacza mówiła zbyt cicho.